Wyjazdy na narty i snowboard

Czego musisz spróbować we Francji ?

Czego musisz spróbować we Francji?

Nie samym śniegiem człowiek żyje, a już zwłaszcza we Francji! Chociaż to głównie Włochy kojarzą się z brzuchem wypchanym do granic możliwości (no chyba, że gardzicie glutenem, co jest ostatnio bardzo modne), to w tej kwestii Francja nie tylko im nie ustępuje, ale – powiedzmy to śmiało – czasem nawet przewyższa.

W poniższym poradniku przedstawiamy Wam spis najważniejszych, francuskich smakołyków, którymi możecie do woli obżerać (i opijać) się w kraju Rewolucji, Wieży Eiffela i samochodów niedostosowanych do europejskiej pogody.

Pieczywo

Chyba wszyscy wiemy, że na śniadanie (petit déjeuner) każdy szanujący się Francuz zjada bagietkę (niekoniecznie całą, ale na pewno byśmy się nie zdziwili) albo croissanta. Dodatki do nich są różne, przeważnie słodkie, a całość jest BARDZO oddalona od tego, co statystyczny Polak nazywa porządnym śniadaniem. Po pieczywie, zapitym filiżanką kawy lub gorącą czekoladą, będziecie mieć akurat tyle energii, żeby namalować jakiś pejzaż, ale my polecamy dopchać się czymś więcej, żeby mieć siłę na wyczyny na stoku.

Sery

To, co Francuzi zazwyczaj spożywają w ramach obiadowej (déjeuner) przystawki, nam zazwyczaj świetnie wchodzi rano. Typów francuskich serów jest tyle, że powstało na ten temat kilka pism specjalistycznych o nakładach przewyższających liczebnością ludność Katowic, więc nie będziemy się na ten temat specjalnie rozpisywać. Dość powiedzieć, że na Camembercie, Roqueforcie i Brie świat się nie kończy, bo jest jeszcze Munster, Reblochon, Mimolette i pierdylion innych, których wypada spróbować.

Owoce morza

Powszechnie wiadomo, że wizyta we Francji nie liczy się, jeśli nie spróbujecie muli (na jeden z setek sposobów) , a liczy się tylko połowicznie, jeśli nie chapniecie przy okazji jakiejś ostrygi. Nie każdy je lubi, ale każdy powinien przynajmniej polizać.

Ślimaki (escargots)

Tu historia jest podobna jak z mulami i nie ma zmiłuj: kto jest we Francji, ten musi dziabnąć ślimaka. Nie bójcie się tego wymyślnego narzędzia do wyjmowania nieszczęsnego stworzenia ze skorupy – sprawa nie jest aż tak skomplikowana. Jeśli nie będzie Wam szło, to wszystko wytłumaczy Wam kelner, omawiając wszystko tak, jakby rozmawiał z szympansem, za którego zapewne Was uważa.

Zupa cebulowa (soupe à l’oignon)

Instynktownie lubiana przez naszych rodaków, przez niektórych uważana jest za jedno z największych osiągnięć kuchni francuskiej. Idealna na mroźne dni, świetnie sprawdzi się jako przekąska na stoku, a jej wyborny smak płynie z prostoty wykonania i odpowiedniego doboru składników.

Placek z warzywami (i nie tylko; quiche)

Popularny wśród wielbicieli przeróżnych diet warzywnych, kisz to taka tarta ze szczyptą Ą-Ę. W środku możecie znaleźć właściwie wszystko, od bakłażana, przez ser i mięso, aż po włosy kelnera. Idealne dopełnienie śniadania we Francji, jeśli chcecie trochę oszukać, ale wciąż macie Marsyliankę w sercu.

Omlety (omlettes)

Jeśli za młodu oglądaliście Dextera (kreskówkę, a nie serial o seryjnym mordercy), to na pewno wiecie, w czym rzecz. Z jakiejś przyczyny Francuzi bardzo lubią eksperymentować z jajkami (hehe), a ich omlety to jeden z najbardziej spektakularnych wyników takich zabaw. Podawane są z przeróżnymi dodatkami, więc na pewno znajdziecie coś dla siebie.

Tosty francuskie (croquetes)

Kolejny, dla niektórych dość dziwny eksperyment z jajkiem. Podzielone na wersję męską (Croquete Monsieur – z szynką) i damską (Croquete Madame – z… jajkiem sadzonym), mają swoich amatorów, chociaż nie przesadzalibyśmy z nimi, jeśli musicie uważać na cholesterol.

Naleśniki (crepes)

Francuskie naleśniki to mistrzostwo świata, porównywalne tylko z belgijskimi goframi. Jeśli jadacie śniadania na słodko, a jeden croissant to dla Was za mało, to będzie to dla Was idealna alternatywa. Zresztą, na słodkich wersjach się nie kończy, ale bywalcy Manekina na pewno dobrze o tym wiedzą.

Creme Brulee

Niekwestionowany król francuskich deserów to waniliowy, podchodzący nieco jajkiem (a jakże!) krem, z „pancerzykiem” ze skarmelizowanego cukru. Jego zjedzenie sprawi, że poczujecie się jak spełniona, francuska damulka – nie tylko dlatego, że podawane jest w naczyniu o bardzo dziwnej nazwie (kokilka). Uważajcie – skosztowanie go już pierwszego dnia może sprawić, że przez resztę wyjazdu będziecie żywić się tylko nim!

To tyle, jeśli chodzi o zupełne PODSTAWY francuskiego jedzenia. Jeśli przez nie przebrniecie, pozostanie jeszcze cała masa innych rzeczy, na czele z wołowiną po burgundzku (boeuf bourguignon), sałatką z kozim serem czy przeróżnymi rodzajami pasztetów (jak choćby słynne foie gras czy pâté de canard). Możecie też po prostu zjeść słoik musztardy Dijon, ale zostawcie pojemnik, bo źle robi na brzuszek.

Po obfitym posiłku wypada jednak czymś popić. Czym?

Francuskie wina 

Jeśli o nich nie słyszeliście, to znaczy, że prawdopodobnie większość życia spędziliście na którejś z nieodkrytych wysp Oceanu Spokojnego, ubrani tylko w przepaskę biodrową. Najprościej mówiąc – być we Francji i nie spróbować Bordeaux to jak… być we Francji i nie spróbować muli.

Cydr

Ostatnio szalenie popularny także w Polsce, ten przefermentowany sok z dojrzałych jabłek (oryginalnie) to idealny sposób na to, żeby zupełnie niechcący zbombować się na słodko. Jest to również idealny przykład na to, że raz na jakiś czas skosztowanie czegoś nie do końca świeżego może okazać się strzałem w dziesiątkę. Ale nie róbcie tego z mulami.

Calvados

Kolejny przykład na powyższe, bo Calvados to tak naprawdę… destylowany cydr. Polecany amatorom mocniejszych trunków, lekko trącących jabłuszkiem.

Koniak i Armagnac – mocne wódki na bazie winogron, czyli tak zwane winiaki. Produkuje się je na bazie białego wina, a doprawia szczyptą francuskiej magii, po której człowiek ma ochotę chodzić po ścianach. Inną odmianą francuskiej wódki jest Chartreuse (w odmianie zielonej – mocniejszej, lub żółtej – słabszej) – alkohol produkowany na destylacie winnym i doprawiony dosłownie SETKAMI różnorodnych ziół. Polecamy dopiero na wieczór.

 Crème do Cassis

To likier na bazie czarnej porzeczki, oryginalnie pochodzący z Dijon. Tak, tego od musztardy. Raczej nie spożywa się go na czysto, a w formie słodkich koktajli, z których najpopularniejszymi są kir oraz kir royal. Nie powinno być zaskoczeniem, że powstają one przez dodanie do Creme de Cassis odpowiednio: wina i szampana.

To jak? Zgłodnieliście? W takim razie wystarczy teraz wybrać tylko któryś z naszych wyjazdów do Francji. Mamy ich tyle, ile Francuzi serów ;)

Sprawdź nasze wyjazdy