Gadżety na snowboard i narty

Niektórzy powiedzą, że to głupota, inni, że nie da się bez nich żyć. Zdarzają się bardziej przydatne lub zupełnie bezużyteczne - gadżety narciarskie i snowboardowe. Postaramy się przedstawić Wam kilka, które mogą przydać się na naszych wyjazdach lub nie, oceńcie sami.

 

Bukłak / Bidon na picie - może bidon to nieodpowiednie słowo, ale ciężko inaczej nazwać czy sklasyfikować ten gadżet. Generalnie chodzi o zbiorniczek na wodę lub inną ciecz, która utrzyma nasz organizm w odpowiednim nawodnieniu. Jest to pewnego rodzaju torebka z dozownikiem wykonana z odpowiedniego materiału (rodzaj grubej folii). Jest o tyle korzystniejszym rozwiązaniem od zwykłych bidonów czy butelek, że nie zrobi nam krzywdy podczas upadku, ponieważ jedynym twardym elementem jest plastikowy ustnik. Po wypiciu zajmuje tyle miejsca co mała paczka chusteczek. Max 30 zł.

 

Kije narciarskie ze zbiorniczkiem - alternatywą dla bidonu może być kij narciarski z odkręcaną rękojeścią, w którą możemy wlać np. napój energetyczny. Pojemność jednego kija to około 75 ml. Łącznie daje nam to 150 ml. nie jest to powalająca ilość, ale fakt wykorzystania przestrzeni kija daję do myślenia. Dodatkowo zdziwienie ludzi w kolejce do wyciągu czy zazdrość snowboardzistów murowana. Więc jeśli nie jesteś snowboardzistą i masz luźne kilka stówek to ruszaj do sklepu. Koszt takich kijków to około 400 zł.

 

Kask z wbudowanymi goglami - no właśnie, spoko czy nie? W sumie jeśli jesteś fanem Gwiezdnych Wojen lub nie przeszkadza Ci, że będziesz mylony z dostawcą pizzy na skuterze to OK. Naszym zdaniem zdecydowanie lepszą stylówką jest fajny kask i do tego dobrze dopasowane gogle. Po pierwsze zdecydowanie lepiej chronią nos czy oczy przy ewentualnym upadku, jest w nich cieplej w twarz, a do tego mogą pełnić funkcję okularów. Więc kolejna rzecz w postaci okularów mniej do zabrania na stok, no chyba, że lubicie chodzić non stop w kasku.

 

Kask ze słuchawkami - coś dla osób nierozstających się z muzyką. Kto próbował jeździć ze zwykłymi słuchawkami włożonymi do kasku na pewno wie, że nie jest to do końca komfortowe dla ucha, do tego ciągnący się kabel może być uciążliwy. Sporo kasków na rynku posiada możliwość dołożenia wkładek z głośnikami na kablu lub bluetooth. Należy jednak pamiętać, że jazda z muzyką na uszach nie jest bezpieczna. Ceny kasków zaczynają się od 300 zł.

 

Rękawiczki z podgrzewaczami - krąży opinia, że w jednopalczastych rękawicach (mittensy) jest cieplej. Powstało jednak coś dla jeszcze większych zmarzluchów. Rękawice z podgrzewaczem, posiadają wbudowaną grzałkę, która po uruchomieniu przyciskiem generuję dodatkowe ciepło. Bateria w grzałce wystarcza średnio na 5 godzin. Trzeba mieć świadomość tego, iż rękawice z włożonymi grzałkami są średnio dwa razy cięższe, więc jeśli nie cierpisz na wiecznie przemrożone palce, może po prostu warto zainwestować w nowe, ciepłe rękawice. Koszt podgrzewanych rękawic - ok 400 zł.

Istnieją również rękawiczki wyposażone w bluetooth oraz specjalny materiał umożliwiający korzystanie ze smartfona, Lecz nasz polski rynek nie obfituje zbytnio w te produkty. Najwięcej takich gadżetów dostaniecie za Oceanem.

 

System Recco - tego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. System, który uratował niezliczoną ilość osób uwięzionych pod lawiną czy zbłądzonych poza trasą. Często nawet nie wiemy, a posiadamy taki na swojej odzieży zimowej. Jeżeli jednak tak nie jest, warto byłoby się doposażyć.

 

Ochraniacze poślaków - element godny polecenia przede wszystkim początkującym snowboardzistom. Ochraniacze najczęściej występują w formie ochronnych spodenek z naszytymi specjalnymi piankowymi ochraniaczami. Mają za za zadanie chronić głównie kość ogonową, ale najczęściej wyposażone są również w zabezpieczenie boków ud, czy dolnej części pośladków. Są też ciekawym rozwiązaniem dla osób dużo siedzących na śniegu np. podczas zakładania desek, pełnią wtedy doskonałą barierę przed zimnem. Od 100 - 400 zł.

 

Zabezpieczenie kradzieżowe - polecamy szczególnie na polskich stokach :) kompaktowa stalowa linka na szyfr lub kluczyk. Jeśli nie chcecie mieć niespodzianki po wyjściu z knajpy, to napewno nie zaszkodziło by posiadać taki sprzęt. Można nim zabezpieczyć nie tylko deski czy narty, ale również  kask i plecaki. Na ile się sprawdzi - nie wiemy.

 

Podkładka na snowboard - niektórzy uważają ten element za „januszowanie”, lecz dla początkujących jest na pewno korzystnym rozwiązaniem ułatwiającym m.in. wjeżdżanie na orczyku,  czy poruszanie się po płaskim z jedną noga wpiętą. Dla osób bardziej zaawansowanych może okazać się pomocne przy wykonywaniu trików typu „one foot”. Występują w różnych ciekawych wzorach i kształtach przez co można urozmaicić grafikę na desce. Naszym zdaniem warto zainwestować 25-50 zł.

Tak więc, ogólną opinie pozostawiamy Wam, co najlepiej się sprawdza na stoku, a co jest totalnym bublem.